Z 10 minut do 10 sekund

Niezależnie od tego, czy popularyzując naukę mówisz do kamery 10 czy 20 minut, telewizja pokaże zaledwie kilkadziesiąt sekund twojej wypowiedzi. Nie warto się na to oburzać. Lepiej zrozumieć, dlaczego tak jest i odpowiednio się do swojej wypowiedzi przygotować. 

Telewizja to świetne miejsce na promowanie nauki. Jednak o tym, jak będzie wyglądał materiał telewizyjny, decydują nie występujący w nim naukowcy, ale stacja telewizyjna. Ta zaś opiera się na swoich badaniach, które pokazują, co wpływa na oglądalność programów. I to właśnie te dane, a nie czyjaś ignorancja lub złośliwość decydują o tym, ile sekund wypowiedzi na temat konkretnego naukowego odkrycia znajdzie się w „Panoramie” albo „Wiadomościach”.

We wszystkich programach telewizyjnych obowiązuje zasada – im zwięźlej, a przy tym ciekawiej o czymś opowiesz, tym lepiej. Badania pokazują bowiem, że widzowie bombardowani codziennie mnóstwem informacji po prostu szybko się męczą i nudzą. Dlatego najchętniej oglądają krótkie newsy podane w atrakcyjnej wizualnie formie. Jeżeli tego nie dostaną, zmienią kanał.

O wyjaśnienie, dlaczego długie wypowiedzi do kamery są często przycinane do jednego-dwóch zdań poprosiliśmy osoby, które na co dzień pracują i współpracują z telewizją – i znają ten problem od kuchni.

Agata Balak, producentka programów popularnonaukowych „Glob” i „Copernicus”:

Podstawowy powód skracania wypowiedzi to ograniczony czas antenowy. „Glob” i „Copernicus” trwają nieco ponad 20 minut. Jeżeli więc cały program musi się zmieścić w tym czasie, to trudno sobie wyobrazić, aby połowę z tego zajmowała wypowiedź naukowca. W programie muszą się znaleźć także zdjęcia z plenerów, wypowiedź eksperta, materiał przygotowany przez reportera – wszystko to zajmuje antenowy czas. W moich programach więc, mimo że w całości są poświęcone nauce, na wypowiedź naukowca przeznaczaliśmy maksymalnie 30 sekund. To w zupełności wystarczy, żeby zaprezentował swoje poglądy czy wyniki badań.

Naukowcy muszą też pamiętać o tym, że każde naukowe osiągnięcie pociąga za sobą dyskusję na temat np. konsekwencji danego odkrycia. Aby materiał był rzetelny ja, jako producentka, muszę przedstawić też inne punkty widzenia, inne spojrzenie na dany wynalazek czy badanie. I na to, oczywiście, też trzeba przeznaczyć kilkanaście sekund programu.

Wojciech Brzozowski, dziennikarz w Polsat News:

Nasze, „Wydarzenia” emitowane o godz. 15.50 w Polsacie trwają zaledwie 59 sekund. Taka krótka formuła została wymyślona po to, aby widz dotrwał do końca programu. Pracując w telewizji, wiemy, że ludzie nie potrafią się zbyt długo skupić na jednej rzeczy. Dlatego nawet w wieczornych, kilkunastominutowych „Wydarzeniach” dbamy o to, aby materiały były krótkie i bardzo dynamiczne. Na to składa się ciekawy obraz, odpowiednio dobrany dźwięk i właśnie kilkusekundowe wypowiedzi.

Problem z naukowcami, którzy wypowiadają się do kamery, polega na tym, że robią oni krok do przodu, a powinni zrobić krok w tył. Co to oznacza? To, że zamiast w skomplikowany sposób opowiadać o bardzo trudnych, wąskich dziedzinach, powinni mówić o nich tak, jakby mówili do swojej 80-letniej cioci. Naukowcy powinni zawsze pamiętać o tym, że przeciętny widz nie ma bladego pojęcia o fizyce czy chemii. Zrozumie jednak sens naukowych badań, jeśli odniesiemy je do zdarzeń z jego codziennego życia. Naukowiec powinien to wiedzieć, zanim włączymy kamerę, i przygotować krótkie, dobitne, obrazowe zdania. Oczywiście może się zdarzyć, że mimo całej tej praktycznej wiedzy podczas nagrywania wypowiedzi powieje nudą, ale i na to jest rada – trzeba zwyczajnie poprosić o zrobienie powtórki. Dziennikarz chętnie we wszystkim pomoże. Przecież jemu też zależy na tym, aby materiał, pod którym się podpisuje, był ciekawy.